sobota, 6 lipca 2013

Rozdział XII

Sprężyny zaskrzypiały, kiedy chłopak przewrócił się na łóżku, nie spuszczając lektury z oczu. Była to powieść mugolska. Szlachetna rodzina Huthorne'ów była taka, jak inne rodziny czystej krwi. Nie tolerowali wielu rzeczy, ale były dwie takie, których nie mogli znieść.
Szlamy i mugole.
Jego oko błysnęło, kiedy przypomniał sobie okoliczności, w których kupił powieść. Było to na czwartym roku jego nauki w Hogwarcie. On i jego ojciec poszli na Pokątną, kupić potrzebne rzeczy na różne przedmioty. Niewysoki, czternastoletni chłopiec zawiadomił tatę o nagłej potrzebie wstąpienia do toalety, a później pobiegł żwawym krokiem do kamiennej ściany, odgradzającej świat czarodziejów od szarego, niemagicznego i nędznego życia zwykłych ludzi. Przeszedł niezauważony przez nikogo przez pub, a później wyszedł na ulicę, również znikając w tłumie. Zauważył księgarnię, a małe pieniądze rytmicznie pobrzękiwały, uderzając w jego udo. Kiedy spostrzegł, że nikt nie zwraca na niego uwagi, wstąpił do sklepu. Wyszedł z niej, trzymając kilka grubych książek, uśmiechając się szyderczo. To był jedyny moment w życiu, kiedy poczuł się jak buntownik. A tego właśnie pragnął; robić wszystko przeciw sobie. Niestety nie miał okazji. W domu panowały surowe zasady. Wszystkie wybryki Aleksa były surowo karane. Rodzice nie mogli pozwolić na to, by ich syn naruszył ich godność...
Kąciki jego ust drgnęły łobuzersko, a białe zęby zabłysły niczym błysk flesza. Chłopak wstał nagle, kładąc powieść na nocny, drewniany stolik.
Niegdyś białe ściany pokoju pokryte były plakatami różnych drużyn Quidditcha, gdzieniegdzie było widać biel ścian. Za oknami dynamicznie padał śnieg, zakrywając horyzont i ograniczając go do minimalnego zasięgu. Pomieszczenie, w którym mieszkał chłopak, było kwadratowe. Po każdych bokach widniały przeciwległe do siebie drzwi.
Czarnowłosy chłopak otworzył okno, a jego twarz od razu schłodził mroźny wiatr. Do pokoju zaczęły napływać płatki styczniowego śniegu, ale Alex nie martwił się o mokry dywan, sprzątaczka posprząta.
Sprzątaczka posprząta.
Rodzice zawsze mu to powtarzali, ilekroć coś zbroił lub stłukł. Prawdę mówiąc, chłopak tego nie lubił. Wolał sam naprawić swoje błędy i być później w sytuacji, z której musiałby się wykręcić. Normalny człowiek, gdyby miał możliwość wyboru, chciałby przyglądać się tej sprzątaczce, ale nie on. Chciałby być samowystarczalny, ale nie mógł. Chyba, że w Hogwarcie, gdzie nie ma jego rodziców. Niestety, nawyków z dzieciństwa nie da się szybko porzucić, przynajmniej w jego wypadku.
Zamknął okno i zasłonił je bordowymi firankami bez żadnych śladów użytkowania. Wybrał bluzę z szafy na chybił - trafił, włożył ją i ruszył do jadalni na kolację. Wyszedł z pokoju i już schodził z marmurowych schodów, które znajdowały się dokładnie naprzeciwko drzwi. Wstąpił do holu, a w jego nos uderzył ostry zapach pieprzu, który aż podrażniał jego brązowe oczy. Przetarł je szybko i z podniesioną głową przechodził przez korytarz.
W holu było pełno kolumn, które podtrzymywały sklepienie. Pełno ruszających się obrazów wisiało na ścianach. Niektóre były mroczne i oddawały charakter domu, a inne barwne i radosne. Nie rozumiał tego, ale w mieszkaniu czuł się nieswojo. Zdecydowanie to nie były jego klimaty. Wolał ograniczoną przestrzeń i jaskrawe kolory, które otaczały go w jego pokoju. Dom ten otaczała ponura atmosfera i mrok, przez którego można było dostać gęsiej skórki.
Chłopak zamyślił się i poczuł, jak jego głowa uderza w szklaną rzeźbę. Gwałtownie otworzył oczy, odchylając się do tyłu i patrząc, jak niewyraźna głowa pewnej kobiety spada, by potem roztrzaskać się o kant grubej, drewnianej rurki, która trzymała rzeźbę nad ziemią. Temu wszystkiemu towarzyszył cichy jęk chłopaka i głuchy odgłos tłuczonego szkła. Alex prawie że zignorował to wydarzenie i ruszył dalej, oglądając się tylko za siebie, sprawdzając w ten sposób, czy panna Percivan zajęła się bałaganem. Była charłakiem, więc wszystkie prace wykonywała ręcznie, bez użycia magii.
Znowu to robi.
Czując nagłą potrzebę, odwrócił się i uśmiechając się sztucznie, ruszył w stronę pochylającej się nad szkłem sprzątaczki. Smukła kobieta, gdy go tylko zobaczyła, podeszła do niego, wyciągając parę haftowanych chusteczek z kieszeni. Chłopak zdziwił się, kiedy panna Percivan wycierała nią czoło chłopca, ale nie protestował ani słowem. Ona, wykonawszy tą czynność, ponownie zabrała się za sprzątanie, a Alex zauważył ciemnoczerwoną plamę na jednej z miękkich przedmiotów, które ponownie ukryła w kieszeni podomki.
-Może pani pomóc? - spytał nieśmiało, klękając przy niej. Kilkoma szybkimi ruchami zgarnął część szkła. Kobieta zdziwiła się nieco i lekko poruszyła głową na znak aprobaty. Ciemnowłosy chłopak po części nie robił tego z dobrej woli. Oczywiście, że żal mu jej żal, pracowała w tym domu przez długie lata za marne grosze, nie otrzymując nawet kawy po pastowaniu podłogi. Przez głowę przeleciała mu myśl, że to przecież jej praca i powinna robić to, co do niej należy, ale otrząsnął się z tej myśli.
-Daj mi to - poradziła nagle. Kiedy całość znalazła się w jej ramionach, wstała, z pewnym utrudnieniem, a potem bezceremonialnie wrzuciła wszystko do kosza na śmieci, ze strachem w oczach. Co na to państwo Huthorne?
Odwróciła się do chłopaka, twarzą próbując wyrazić wszystkie skrywane emocje. Na końcu zamrugała, dając jednocześnie znak, że musi iść. Chłopak zrobił to samo. Czuł się, jakby mógł teraz dać ptaszka przy miejscu z napisem o odkupieniu winy. Przyczyną nie było tylko zaniedbywanie obowiązków. Czuł się źle, że musiał wszystko, całą pracę i wszystkie konsekwencje na Doris. W końcu, w pewnym sensie, byli partnerami. Czy partner zachowałby się tak, jak on? Na pewno nie. Zrzucić winę na kolegę, to już tchórzostwo, a co dopiero na dziewczynę, do tego taką, która coś do ciebie czuje... Było mu z tym źle, ale tylko po części. Nie wywiązał się z tego dlatego, bo bał się wystąpienia lub cięższej pracy. Bał się tego, co mogą o nim pomyśleć ludzie, którzy uznawali go za kogoś ważniejszego, lepszego, a to wszystko przez korzenie rodzinne. Bał się utraty chwały, a jeszcze bardziej bał się reakcji rodziców. Oboje, matka i ojciec, uznawali to za coś niedopuszczalnego. Bali się tego, jak straty życia.
-Alex, szybciej, kolacja stygnie! - Chłopak usłyszał wysoki i wyniosły głos swojej matki, która wołała go z jadalni. Stała w progu drzwi, pusząc się. Od razu było widać, że to kobieta, obok której nie można było przejść obojętnie.
Miała na sobie ciasny żakiet, który prześwitywał mieszący się pod nim gorset. Na nogach miała luźne spodnie, wykonane z drogiego, przewiewnego materiału.
-Już idę, mamo - rzucił w jej kierunku i włożył ręce do kieszeni bluzy. Dotarł do rodzicielki i wstąpił do pomieszczenia o kształcie trapezu. Pośrodku pokoju stał stół, a wokół niego kilka solidnych krzeseł. Kominek i kilka świec oświetlały te mroczne pomieszczenie bez żadnych dodatków, nie licząc paru wyschłych roślin i ciemnej komody.
Pan Huthorne siedział już przy stole, po brzegi wypełnionym jedzeniem, wyczekując, aż jego rodzina zrobi to samo. Doczekawszy się, złapał za szczypce kuchenne i nałożył sobie łapczywie świeżej sałatki. Był troszkę otyły, z pulchną twarzą i czarnymi zniszczonymi oczami. Pomimo tego wyglądu, czuć było od niego grację.
-Chcesz trochę tego barbecue? - spytał syna, który niechętnie patrzał się na kurczaka.
-Nie, dzięki - odrzekł, jakby nieobecnym głosem.
Przez jakiś czas panowała ponura, krępująca cisza. Wszyscy domownicy wydawali się przygnębieni. Matka, z pewnością dlatego, bo martwiła się tym, że jutro syn ponownie wróci do szkoły, ojciec z niewiadomych przyczyn, a Alex... tym wszystkim. Miał dosyć udawania, że wszystko gra, że czuje się szczęśliwy. Bardzo zastanawiało go to, jak poradziła sobie Doris, ale jednocześnie bał się o nią. A co, jak ją wyrzucą? Przeniósł wzrok na ręcznie robiony talerz, w którym widniało jego odbicie. Lekki zarost ozdabiał jego policzki i brodę. Lekko rozchylone, pełne wargi, ukazywały białe zęby, mętne, ciemne oczy były pozbawione wyrazu. Czarne włosy układały się, jak chciały, ale wyglądało to pociągająco, nie inaczej. Nie dziwił się tym, że w szkole jest rozchwytywany przez dziewczyny. Wiedział, że jest przystojny. Może był to znak samouwielbienia z jego strony, ale niczym innym nie mógł się pochwalić. Tylko wygląd mu pasował.
-Carol, kiedy wpadną Fosterowie?
-Och - kobieta wydęła lekko usta. - Będą jutro po południu, ja i Cindy musimy wybrać biżuterię na okazję.
-Mówisz o Zjeździe? Ach, tak, pomożesz mi wybrać garnitur, prawda? Wiesz jak to z tymi ludźmi... zawsze musisz się im przypodobać - stwierdził i spojrzał śmiało na żonę. Miała wypukłe kości policzkowe, które podkreślały jej specyficzną urodę. Niektórzy mogliby ją nazwać antypatyczną, ale niektórzy, tacy, jak pan Huthorne, są jej wielkimi fanami.
-Są dla mnie neutralni, prawdę mówiąc nie mam pojęcia po co tam idziemy... - odrzekła, próbując sprawić wrażenie osoby, dla której taka wielka okazja jest obojętnością. Alex zastanawiał się przed kim ona udaje. Bardzo jej zależało na tego typu spotkaniach, musiała dobrze wypaść.
Taka beznadziejna rozmowa trwała kilka minut. Alex, na siłę przysłuchując się rozmowę, stwierdził, że ma dość.
-Mamo, nie jestem głodny, idę do pokoju - rzekł, sztucznie ziewając, Odsunął już krzesło, odsuwając pusty talerz, który lśnił tak, jak wtedy, kiedy chłopak dosiadł do stołu.
-Ależ Alex, jutro już wyjeżdżasz, musisz się najeść! - wtrącił ojciec, pożerając kolejny spory kawałek wołowiny, patrząc z niedosytem na całość.
-Zjem w szkole.
-Jak chcesz, więcej dla nas - puścił mu oko, siląc się na dowcip. Syn przewrócił oczami.
-No więc... Na ósmą przy kominku, tak? - spytał, powoli już odchodząc. Chciał wracać do Hogwartu. Do Anastasii i kolegów. Tęsknił nawet za nudnymi wykładami na historii magii.
-Tak - odpowiedziała matka, poprawiając miedziane, sięgające szyi włosy. - Jesteś pewny, że nie chcesz kolacji? Nie chcesz też śniadania? Kate przyrządziłaby coś dobrego... Przygotowała ci też szatę i mundurek, są przy drzwiach twojego pokoju.
-Nie chcę, mamo. Dobranoc - rzekł, uśmiechając się lekko, całując ją przy tym w policzek. W mgnieniu oka znalazł się w ciepłym łóżku, patrząc na sufit. Oddał się w Objęcia Morfeusza, śniąc chaotyczne sny, gdzie spotkał się z brutalną rzeczywistością, która bez skrupułów kopała go w żołądek.
_________________________________________________
Znowu zwlekałem troszkę dłużej z dodaniem. Tym razem nie mam sensownej wymówki, więc powiem, że moje lenistwo przejęło inicjatywę.
Znowu ten moment, kiedy nie mogę pohamować szczęścia, widząc tyle wyświetleń i tylu obserwatorów. Normalnie pocieszacie jak pudełko lodów!
Pytanie na dziś: jak podoba Wam się nowy wygląd bloga? Trzeba przyznać, że Dora ma talent nie tylko w pisaniu.
Jeśli przeczytałeś, to, proszę, daj o sobie znak poprzez komentarz :)

22 komentarze:

  1. Uau! Niby nic się takiego nie dzieje a i tak się czegoś dowiedziałam. Np. tego, że Alex przypomina mi trochę... Dracona, a właściwie jego stosunek do rodziców.
    Cieszę się, że poważnie traktuje Anastasię.
    "A tego właśnie pragnął; robić wszystko przeciw sobie.". No to tak jak ja! xD
    No cóż... nie mam pojęcia co ci tutaj jeszcze napisać, bo jak to już wspomniałam, nic wielkiego się nie działo.
    A, właśnie! Dzięki tobie jestem bardziej przygnębiona ;* Szkoda mi Aleksia. Aleksiu *u*
    Wzruszyła mnie ta Aleksiowa potrzeba pomocy sprzątaczkom <3 To było przeurocze :D
    Czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raz piszesz Alexa, raz Aleksa... pogubiłam się :c
    Pisałam już, że masz talent. Więc chyba za każdym razem się powtarza, ale masz talent!
    Wygląd jak zawsze mega :3
    Szczerze to właśnie teraz najbardziej mi się tu podoba.
    Nic nie razi, jest ładnie i przejrzyście.
    Nie zmarnuj talentu :*
    Pisz dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  3. A! Zapomniałam. Jeszcze kilka słów co do wyglądu bloga: Dora zmienia te szablony jak rękawiczki, ale to dobrze <3 Nowy wygląd baardzo mi się podoba :) Jest taki... trafny? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejej, reszta nie była robiona przeze mnie, a decyzje podejmował Czarek :D Tylko ten ja zrobiłam :D
      Dzięki wielkie, Amelko ♥

      Usuń
  4. MÓJ CZARUŚ UKOCHANY <3333333333333333333333
    CUDOWNY ROZDZIAŁ :******** ~NIGGA CAROLYN <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dorwalam się do tel. więc jest dobrze. :D Będzie krótko, bo mam mało czasu i trudno się pisze na takiej klawiaturze. ;c
    Rozdział jest świetny, strasznie szybko go przeczytałam i teraz odczuwam pewien niedosyt. :/ nie było dużo błędów, zresztą nie zwracalam na nie uwagi. ;)
    jak wroce do mojego kochanego netu to Ci wszystko dokładniej opisze. ;3
    Życzę dużo weny, żebyśmy nie czekali znowu dwa tyg. na rozdział.
    Pozdrawiam,
    Fioletoowa
    P.S. Nienawidzę Twojego lenistwa.. ;___;
    P.S.2 sorki za błędy. Głupi telefon. -_-

    OdpowiedzUsuń
  6. Szok przez duże S :)
    Wygląd bloga bardzo mi imponuje, a rozdział okazał się mistrzostwem :)
    Opisałeś taki szary dzień z życia Alexa, ale było bardzo ciekawie.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny jak każdy :3
    Masz naprawdę ogromny talent do pisania więc pisz jak najwięcej i wykorzystaj to kiedyś tam w przyszłości :)
    Co do wyglądu to jest super :)
    + dobrej weny życzę abyś szybciej kolejne rozdziały tu dodawał :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział ;3 Wygląd bloga wspaniały jest ;> Nareszcie sie doczekałam następnego rozdziału bo od kilku dni wchodziłam co jakieś 3 godziny i sprawdzałam czy nie ma nowego xd I wreszcie wchodze i jest! Banan na twarzy od razu był C: Pisz dalej i czekam na następny C;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam lenistwo XD Moje jest takie że do 12 śpie ;3

      Usuń
  9. Wygląd mi się bardzo podoba. :) Dopatrzylam się dwóch malutkich błędów. Jeden to: Oczywiście, że żal mu jej żal... Chyba powinno być "oczywiście że było mu jej żal". A drugi to taki gramatyczny. Jak oni siedzą przy stole i mama sie go pyta czy chce barbecue. To tam zamiast patrzał lepiej byłoby patrzyl. Tak mi się wydaje. Oczywiście nie chce Cię krytykować. Bo błędy każdemu się zdarzają l. A te malutkie błędy przy tak wybitnym opowiadaniu znikają zupełnie. Będę Ci to powtarzać w nieskończoność ale masz wielki talent. Nie marnuj go. Wspaniałe umiesz opisać sytuację, a Twoje opisy się łatwo czyta co jest rzadkością, niestety, wśród młodych pisarzy. Sama jestem Twoja rowiesniczką i nie umiem specjalnie tworzyć opisow. Unfortunately.... :C czekam na kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział <3
    Mam pytanie. Kiedy bd pierwszy rozdział na blogu o Drapple ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do Versatile Blogger :) informacje na ten temat u mnie: (http://dziedzictwo-ziemi.blogspot.com/2013/07/the-versatile-blogger.html)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jak zawsze dobry. Wyjątkowo upodobałam sobie takie momęty, w których bohater zastanawia się nad swoimi czynami i nad samym sobą. Wiadomo wtedy dokładnie co dzieje się w jego głowie. Taka walka z zamym sobą. Czekam na następne rozdziały.

    P.S.Nowy wygląd bloga również przypadł mi do gustu. Myślę, że teraz jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo fajnie, że nie piszesz tylko z perspektywy jednej osoby, ale wielu. Jestem ciekawa, jak Alex zareaguje, kiedy się dowie, że Lucy została :)
    Czekam niecierpliwie na nowy rodział
    ps. Nowy wyglad bloga jest super! Za pomoca rysunku przedstawia to co ty piszesz :)
    Powodzenia i weny zycze :)
    ~Kam

    OdpowiedzUsuń
  14. No więc.. Rozdział- tak jak każdy- pełen emocji, aż chce się czytać <3 Jestem ciekawa, co się dalej będzie działo.. Jak dalej potoczą się losy, nie tylko głównej bohaterki, ale także innych.. Jakie przygody ich spotkają.. mam nadzieję, że już niedługo się pojawi kolejny rozdział, i że także będzie taki wciągający jak ten.. ^^
    A'propos wyglądu bloga, to coraz lepszy jest ^^ Brawa dla utalentowanej Dory :3
    Pozdrawiam ~K.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział bardzo szczegółowy, a takie lubię. Mało akcji, ale z ręką na sercu, nie nudziłam się. Zawsze ciekawie poznać trochę więcej o bohaterach opowiadania. Jak się cieszę, że na reszcie rozróżniam dziewczyny, uff. Nowy rozdział jak zawsze na plus. Nie wiem już czy lubię tego bohatera czy nie, trochę się gubię. Taki sztywniak i za bardzo rwie się do pracy. A ja... cóż, mam coś chyba ze ślizgonki. :D
    Co do wyglądu... łał *.* wiedziałam, że Dora się w tym bawi, ale... przerosła samą siebie z nagłówkiem. Brawo Dora! Zmieniłabym tylko kursor myszki... jak dla mnie taki... denerwujący. :c
    Pozdrawiam,
    ruda Raven

    http://zycie-astorii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeej *.*
    Bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie. Piszesz naprawdę rewelacyjnie. Mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się bardzo szybko.
    Zapraszam do siebie na:
    http://marceline-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Wygląd po prostu boski *o* Rozdział z resztą też, jak zwykle =D

    OdpowiedzUsuń
  18. " Czuł się źle, że musiał wszystko, całą pracę i wszystkie konsekwencje na Doris. " tu chyba jest błąd... niezbyt ważny, ale jest;]
    rozdział świetny, mało się działo, ale było bardzo dużo szczegółów...;)
    Dora: jesteś ŚWIETNA;D ale zgadzam się z ~Raven. kursor myszki mógłby być inny:)
    czekam na następny rozdział;*
    ~D.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wreszcie muszę Ci to powiedzieć.
    Od początku gadałam, że blog jest najlepszy, taki idealny, świetny i super, jesteś najlepszym pisarzem itp.
    Ale ogólnie uważam, że blog jest okropny. Nie mogę go czytać, nudzę się nieprzeciętnie i po prostu mam dość. Mam nadzieję, że teraz nie będziesz mnie już zmuszał do czytania.
    Przepraszam, ale taka jest prawda.
    Pozdrawiam cieplutko








    ŻARTOWAŁAM JEST GENIALNE, NAJLEPSZE I TAK W OGÓLE KOCHAM TWÓJ BLOG I CIEBIE. ŚWIETNY WYGLĄD ASIA MA TALENT.
    Jaki ze mnie dowcipniś hehehehehe

    OdpowiedzUsuń